Zeszyt podróżny
Został miesiąc wakacji, dlatego ogłaszam koniec niezorganizowanego odpoczynku, spontanicznych wyjść. Najwyższy czas zacząć planować i przyzwyczajać się do rutyny. Niebawem wraca moja przyjaciółka, więc nareszcie będę mogła ją o wszystko wypytać i sama zdać relację z moich wojaży. Mam nadzieję skończyć dzisiaj "Imię róży" (bo te ostatnie 100 stron od paru dni czeka) oraz zacząć przygodę z dr. Kawashimą (parę miesięcy temu zabrakło mi samodyscypliny).
Już wczoraj rozpoczęłam mój sposób na połączenie przyjemnego z pożytecznym i oglądnęłam sześć odcinków "Przyjaciół" po angielsku. Nie, nie rozumiem wszystkiego, ale myślę, że powoli zaczynam wyłapywać słówka wraz z kontekstem (co uważam za najlepszą formę nauki). Przejechałam się także na rowerze i popływałam chwilkę (na dłużej nie pozwoliło mi słońce, które nie chciało świecić, a kiedy wychodzę z wody, strasznie się trzęsę z zimna, więc tylko ono pomaga mi zwykle szybciej się ogarnąć). Brakuje mi ostatnio motywacji. Zastanawiam się, po co rano wstaję z łóżka - przecież są wakacje. Swoją drogą, dużo rzeczy do roboty można by znaleźć. Pojawiły się tematy, więc teraz muszę się zastanowić, który wybrać i... zacząć czytać "odpowiednie" lektury. Byleby mnie tylko nie zniszczyły jak te ostatnio. Zbyt emocjonalnie do czytania podchodzę, przez co zbieram doświadczenia niemalże wszystkich bohaterów (nie tylko tych, z którymi się najbardziej utożsamiam, jak to zwykle bywa).
Zrobiłam pierwsze kroki do porządku ze zdjęciami na komputerze i nośnikach pamięci. Z jednego folderu usunęłam koło pięciuset zdjęć, co zredukowało tam całą liczbę plików do "jedynych" tysiąca dwadzieścia jeden. Zmieniłam też tapetę, bo tamta trochę mi się znudziła. Obecna jest hołdem dla mojej ulubionej komedii romantycznej (chyba i tak za dużo ich nie oglądam) i najlepszego aktora. Piękne zdjęcie. Czarno-białe wszystko wygląda lepiej. Inaczej. Bardziej wzniośle. Ma większe znaczenie.
Może w końcu zacznę spisywać pojedyncze myśli, jak to już miałam kiedyś w planach. Będę wszędzie nosić ze sobą notatki i być może kiedyś powstanie zeszyt podróżny na wzór tych, jakie miał Edward Stachura. Kolejny jeszcze niezrealizowany plan! Poezja. Poszukam malutkich tomików na strychu i może odkryję na nowo zapomnianego artystę lub poznam w końcu klasykę. Zawsze mówiłam, że nie nadaję się do czytania wierszy. Może coś w tym jest?
Jestem poprawna politycznie. Aż za dość.
Kartie
Komentarze